W życiu ciągle kogoś lub coś tracimy. Dość często mówiąc o stracie bliskiej osoby - ma się na myśli ostateczne odejście - śmierć. Często jednak tracimy osoby w emocjonalnym sensie. I o tym chcę napisać.
Dlaczego odchodzą od nas przyjaciele? Dlaczego nawet związki miłości ulegają rozpadowi? Czy to oznacza, że przyjaźń i miłość są czymś nietrwałym?
W tym artykule spróbuje odpowiedzieć na kilka pytań. Pytań, które stawiamy sobie w momencie utraty kochanej osoby.
1. Dlaczego przyjaźń (miłość) się kończy?
Bo taka jest jej natura. Nic nie jest trwałe, wszystko zmienia się z upływem czasu. To może banalne stwierdzenie. Jednak nie zdajemy sobie często z tego sprawy, gdyż oczekujemy od uczuć, że będą trwałe. Oczekujemy niezmienności.
W pewnym sensie idealizujemy przyjaźń, miłość i wszelkie relacje międzyludzkie. Budujemy sobie często ideał prawdziwego uczucia. Od “prawdziwych” uczuć oczekujemy niezmienności. Tak jednak się zazwyczaj nie zdarza.
Zakładając sobie, że przyjaźń, czy miłość nie będą ulegać zmianom z upływem czasu - możemy czuć się zawiedzeni.
Wspomnę jeszcze o pewnej właściwości grupy społecznej.
Udowodnione jest, że dana grupa społeczna rozpada się, gdy nie łączy ją wspólny cel.
Przykład?
Chodząc do jednej klasy uczniowie tworzą grupę społeczną. Mają wspólny cel - ukończenie szkoły. Gdy skończą naukę - ich drogi najczęściej się rozchodzą.
Analogicznie jest w miejscu pracy.
Mamy koleżanki, kolegów w pracy. Gdy ktoś zmienia miejsce pracy - zazwyczaj kontakt się urywa, albo po prostu słabnie.
Podobnie jest z przyjaźnią.
Musi istnieć jakaś płaszczyzna, która łączy dwoje (lub więcej) osób. W momencie, gdy taka płaszczyzna zanika - rozchodzi się dotąd wspólna droga przyjaciół. Taką wspólną płaszczyzną mogą być podobne zainteresowania, przyjemność płynąca ze wspólnie spędzanego czasu.
Czasem łączyć też mogą podobne problemy.
2. Dlaczego boli nas odejście przyjaciela?
Wydaje mi się, że najważniejszą przyczyną emocjonalnego bólu po utracie przyjaciela jest poczucie odrzucenia. Czujemy się często oszukani. Nierzadko wyśmiani, zignorowani. Poczucie odrzucenia boli bardzo dotkliwie.
Odejście przyjaciela boli też, bo z reguły nie jesteśmy przygotowani na tego typu stratę. Szczególnie wtedy, gdy mocno zaangażowaliśmy się w dany związek i oczekujemy, że będzie trwały.
Ponadto mamy tendencję do idealizowania uczuć miłości i przyjaźni. Wydaje nam się, że “prawdziwa” miłość i przyjaźń są trwałe i niezmienne. Oczekujemy więc, że będą takie. Tymczasem okazuje się, że uczucia się zmieniają. Ich intensywność zmniejsza się z czasem. Czujemy się zawiedzeni osobą, którą kochamy. I boli nas, że bliska nam osoba odwraca się od nas.
3. Jak radzić sobie z bólem po stracie bliskiej osoby?
Przede wszystkim pozwól sobie na wyrażenie swoich emocji: żalu, bólu, złości, smutku, rozczarowania. Pomocne może być porozmawianie z kimś na ten temat. Wielu osobom pomaga także wyrażenie bólu w formie pisemnej. Napisz list, wiersz, pamiętnik. Po prostu zwerbalizuj swoje uczucia i emocje związane z utratą bliskiej osoby.
Daj sobie czas. Znane porzekadło mówi: “czas leczy rany”. I chyba tak naprawdę jest. Z upływem czasu opadają emocje. Powoduje to, że dystansujemy się do problemu. Po prostu z czasem utrata kogoś dla nas ważnego przestaje być czymś bolesnym.
Spróbuj zrozumieć osobę, która odwraca się od Ciebie w jakiś sposób. W większości tego typu strat - druga osoba nie chce celowo nas zranić, odrzucić.
Tracąc kogoś bliskiego i ważnego - jesteśmy zranieni. Często też szukamy winnych. Zauważyłam, że w takich sytuacjach pomocna jest świadomość o przemijalności wszelkich uczuć. Tak. Uczucia ulegają zmianom. To pewna sprzeczność pomiędzy tym, co pragniemy, a naturą uczuć. Chcielibyśmy, żeby uczucia były trwałe i zawsze intensywne. Ale on się zmieniają.
Z reguły trudno znaleźć winnego. Po prostu “winne” są uczucia, które się zmieniają.
I jeszcze w sprawie szukania winnych.
Osoby z niskim poczuciem własnej wartości mają tendencję do obwiniania siebie za odejście przyjaciela. Jeśli czujesz się winny, że Twój przyjaciel (partner) odsuwa się od Ciebie - pomyśl, czy nie oceniasz się zbyt surowo.
A teraz coś bardzo ważnego.
Po utracie kogoś bliskiego często mamy tendencje do zamykania się na innych udzi. Nierzadko słyszę:
- już nigdy nikomu nie zaufam
- nie ma przyjaźni, miłości
- nie zaangażuje się więcej
To często jest stan przejściowy. Jednak głębokie zranienia mogą prowadzić do postawy, w której boimy się mocniej zaangażować w relacje międzyludzkie. Zwróć na to uwagę, by utrata kogoś bliskiego nie zamknęła Cię na zdolność zawierania nowych znajomości. Na budowanie głębokich i udanych związków miłości i przyjaźni. Na cenne i rozwijające relacje z innymi ludźmi.






marzec 31st, 2007 at 11:34
witam:) przeczytalam cala stronke,bardzo mi sie podobala.w sparawie niesmialosci to ja akurat naleze do takich osob niesmialych.boli mnie to ze nie mam odwagi nieraz podejsc i porozmawiac z pewna osoba,albo gdy z kolezankami siedzimy sobie to niewiem o czym z nimi rozmiawiac,boje sie tego ze moge cos glupiego powiedziec.bardzo chcialbym wyleczyc sie z tej niesmialosci.jestem z chlopakiem od 4 miesiecy ale nadal nie potrafie tak znim rozmawiac.moze zabrzmi to zbyt glupio ale mam tez wstydze sie przy nim jesc,niewiem dlaczego tak jest.nie radze sobie z ta niesmialoscia.w sprawie bolu utracenie bliskiej osoby to przezywam ostatnio klutnie ze swoim chlopakiem.klucimy sie prawie o malo istotne rzeczy.boje sie ze ja mu sie juz znudzilam.nie che go stracic.kocham go i jest kims waznym dla mnie.prosze o odpisanie mi ,bardzo bym byla wdzieczna ze ktos wkoncu mnie posluchal u udzielil rady.
kwiecień 9th, 2007 at 11:34
mam swoje latka (49) i już nieco przeszło się więc w życiu… Myślę że najważniejsze jest byś nie zamykała się w sobie ze swoimi problemami… chcesz porozmawiać? - napisz po prostu…
kwiecień 9th, 2007 at 11:35
hallo,
wlasciwie juz to wszystko wiem, nie jestem zachwycona tekstem.Ale zycze owocnej pracy. A.
listopad 13th, 2007 at 11:35
Czesc.
Niechaj cie pocieszy (niezaleznie kim jestes) fakt ze sa ludzie ktorzy rowniez odczuwaja BOL w najwiekszym tego slowa znaczeniu..
Ogladajac filmy o milosci i rozstaniu, slyszac plotki i historie o nieudanych zakonczonych zwiazkach, czlowiek coraz bardziej zwieksza dystans do mysli o mozliwosci odczuwania glebokiego cierpienia przez inna osobe. By naprawde zrozumiec druga osobe i jej cierpienie trzeba sie znalezc przy niej w podobnej sytuacji i podobnym czasie.
Ja tak mam w tej chwili piszac.
Rozstalem sie z dziewczyna po dlugim szescioetnim zwiazku. Dlugo tez mieszkalismy ze soba, tym dotkliwszy jest moj bol. Jednak nie ranilo by mnie to byc moze az tak mocno gdyby nie fakt ze przeklada powolij ale konsekwentnie uczucia na innego chlopaka. Mysl o odrzuceniu jak pisala powyzej Anna Grabka jest w tym momencie wielkokrotnie spotegowana.
Jestem w stanie wykonczenia tak psychicznego jak i fizycznego. Moge mysec tylko o zapiciu, przepaleniu papierosami (chwilowemu
znieczuleniu), tego stanu potwornego rozdarcia wewnetrznego. Bol dotyka moich trzewi jestem nim potwornie sparalizowany.
Moze w obliczu prawdziwych ludzkich tragedi, jak utraty bliskich, smierci moja sytuacja wydaje sie blacha jak na smiesznych filmach miosnych, jednak dla mnie osobiscie jest to niesamowita tragedia zyciowa na ten czas mojego prawie dwudziestopiecioletniego zycia.
Mimo to ze bylem w wielu zwiazkach i mam pewne konkretne i dosadne doswiadczenia zyciowe, mam wrazenie ze czuje sie jeszcze gozej niz kiedykolwiek wczesniej.
Najstraszniejsze jest to ze mam taki charakter, ze nie potrafie nie robic sobie zludnych (byc moze zludnych) nadzieji. Caly czas jakbym wierzyl, ze jeszcze wszystko sie uda, ze wroci (to jak zachowanie zranionej kobiety). Ale wiem ze niewielkie sa na to szanse. Dzis mi powiedziala ze mnie kocha a poszla do niego. Jestem glupi zdaje sobie z tego sprawe, choc moze to uczucie jest glupie, milosc jest glupia, moja milosc jest slepa.
Koncze.
Chcialem poprostu poradzic sobie z cierpieniem werbalizujac je jak napisala autorka tekstu powyzej i chyba w niewielkim stopniu ale udalo mi sie to.
Dzieki.
styczeń 1st, 2008 at 01:04
Sądzę, że nie ma lekarstwa na ból po starcie drugiego człowieka. Śmierć, choć jest nieuchronnym końcem życia, zawsze “przychodzi nie w porę”. Doradzanie komukolwiek co powinien zrobić nie ma sensu. Nikt nie jest w stanie zapełnić pustki jaka powstaje po stracie osoby, z którą przeżyło się lata. Słowa nie wyrażą w całej pełni całego cierpienia jakie przeżywa osoba, której pozostaje życie w samotności.
Odmienny temat to poczucie odrzucenia jakie przeżywa osoba po odejściu partnera, który nagle oświadcza: “mam już dość”, “nie chcę cię ranić”, “chcę być szczęśliwy/a”.
Takie właśnie tematy poruszam w moim blogu http://www.andrzejzborowski.blog.onet.pl
Pozdrawiam
Andrzej
styczeń 3rd, 2008 at 11:51
Ja starciłam męża 13 listopada 2007 r. Byliśmy pół roku po ślubie. Kochałam cudownego człowieka………byłam najszczęśliwszą mężatką……Nie potrafię poadzić sobie z bólem i pustką, czasem nie wiem jak? Nasze urządząne domowe gniazdko….już nikt nie czeka na mnie jak wracam z pracy, już jest puste…….
styczeń 5th, 2008 at 11:51
efcia, to chyba najtrudniejsze doswiadczenie zycia… Trzymaj sie, wspolczuje i przesylam cieple mysli
luty 2nd, 2008 at 13:14
Mam na ime Paulina i mam 12 lat…… ostatnio (1 mies.temu)
stracilam tate….chorowal na raka….
zyl tylko 43lata:(
luty 24th, 2008 at 21:54
Paula świetnie Cię rozumiem nie ma nic gorszego jak strata najdroższej osoby na świecie coś o tym wiem .Tydzień temu zmarł mój ojciec nie potrafie się z tym pogodzić jest mi ciężko a najgożej jak zostaję sam z myślami.Chciałem mu tyle powiedzieć ale zabrakło nam czasu.Mam nadzieję że jeszcze dane nam będzie sie spotkać,może nie już ale w przyszłości będziesz na mnie czekał….
luty 28th, 2008 at 18:28
Czesc jestem Kinga mam 17 lat a dzisiaj mija 1miesiac jak moja mamcia zmarla na raka jajnika miala (45lat). Tez nie potrafie sobie z tym poradzic czesto mam mysli samobujcze i czasami boje sie samej siebie,nie daje sobie z tym wszystkim rady moja mama byla dla mnie jak przyjaciolka zawsze wszedzie razem…. a teraz nie ma Je. Za Kazdym razem kiedy sie budze mam wrarzenie ze to tylko sen ze pojde do pokoju rodzicow a tam bedzie moja mamcia…:(:( Najgorsze jest to ze niepotrafie z tym wszystkim sobie dac rady:(
marzec 4th, 2008 at 14:47
Wszystkim ,bardzo wspolczyje ,bo sama tez przerzylam pieklo i wiem co taka osoba czuje.
marzec 4th, 2008 at 15:01
W pazdzierniku 2007 roku moja wnuczka,popelnila samobojstwo,a miala prawie 18.Moj swiat sie zawalil,nie chcialam zyc.Dodrze że,rodzina i przyjaciel wspomagali mnie za co im bardzo dziekuje.Ale to prawda,ze nieszczescia chodza parami,otóż ten sam przyjaciel,ktory mnie wspieral w tych ciezkich chwilach,rowniez popelnia samobojstwoteraz pod koniec lutego2008,jestem tak zrospaczona ,ze nie wiem co mam robic ?najchetniej to bym dolaczyla do niego,bol rozrywa mi serce ,nie moge spac nie mam na nic ochoty odizolowalam sie od swiata,dla mnie to juz chyba koniec,nigdy nie myslalam ze doczekam w zyciu takiej tragedii.Jestem uschnieta roslinka.
maj 23rd, 2008 at 23:39
Wczoraj odeszla moja mama żyla53lata.Zal i ból jest,ale takze poczesci radosc.mama zmarła na nowotwór mózgu gdzie znajdowało sie kilka dziesiat guzów i z kazdym dniem ich przybywało.bylam z mama do ostatniej chwili.mama strasznie cierpiała z bólu,morfina nie pomagala,dniami i nocami płakala z bólu,a ja byłam bezsilna tylko mogłam przytulic.niechciała bym przezyc tego jeszcze raz.mama byla jedyna osoba jaka miałam,teraz zostalam całkiem sama bo nie mam juz rodziny.ale pozwolilam mamie odejsc była radosna jak odchodziła.Teraz wiem ze mama jest zdrowa i radosna.
czerwiec 22nd, 2008 at 00:04
rozchodze sie z mezem po9 latach małżeństwa i nie moge zniesc mysli bycia samotną i odrzuconą.Nie wiem jak sobie poradze w dalszym życiu.Nie jest mi łatwo.Może nie jest to ból związany ze śmiercią bliskiej osoby ,ale boli cholernie.mam nadzieje ze minie szybko.
lipiec 3rd, 2008 at 05:48
A ja rozchodzę się z mężem ale to już nie boli….Natomiast jestem w związku na boku juz 7 lat.Bardzoo kocham tego człowieka,on podobno mnie też,a tak mnie zranił.Nie byłam na to przygotowana….Nie raz próbowałam zakonczyc ten związek ale zawsze do siebie wracalismy,on na siłę pchał się w moje życie a ja z czasem otwierałam dla niego serce…
Teraz poł roku mielismy małę przerwę,mówił,ze kocha,ze sie rozwiedzie,były plany ,Boze jak mógł……
Powiedział zonie o nas wg.tego swojego planu tylko jej reakcja go przerosłą….ona chce mu wszystko wybaczyć i sie zamotał.Nie wie teraz co ma robić,nie potrafi zadnej decyzji podjąć.Umieram z bólu,nie mam sił do zycia,nic mnie juz nie cieszy ,stale płaczę.Nie pojmuję dlaczego…….dlaczego tak bardzo mnie skrzywdził
lipiec 12th, 2008 at 23:02
ja stracilam i to doslownie najlepszego przyjaciela….zmarl nagle na moich oczach ………nie wiem jak mam zyc dalej bez niego…to jest bardzo trudne….byl mi jak brat nawet blizszy…spedzalismy ze soba mnostwo czasu…zawsze razem…nawet w zartach nazywal mnie swoja zona a jego mezem…znalismy sie 10 lat i odkad pamietam zawsze razem….kochalam go …jak przyjaciela….a teraz nagle tak bez powodu nie ma go….zasnal i juz sie nie obudzil………i jak ja mam bez niego zyc??……kazdego dnia budze sie z mysla ze to tylko sen i ze zobacze go za chwile ..albo napisze mi sms-a …a tu nic….czekam i czekam…minal dopero miesiac od jego smierci a ja nie moge sie pozbierac….nie moge uwierzyc ze juz go nie zobacze…..ciagle placze.ogladam nasze wspolne zdjecia…i placze….dlaczego to tak boli….i czemu on?? byl taki mlody………
lipiec 18th, 2008 at 13:38
sama nie moge sie pogodzic ze smiercia taty…tym bardziej,ze sam tak wybral,ze tak prosto powiem.wlasnie ukonczyl budowe domu ,mial 49 lat ,powinien sie poddac koronografii,byl swiadomy zblizajacej sie smierci.czlowiek spokojny,stateczny i nad wyraz rozwazny….a jednak .wciaz zadaje sobie pytanie dlaczego?odpowiedzi jednak pewnie nigdy nie poznam,tajemnice wzial ze soba.tata zmarl w domu trzymajac za reke brata,duszac sie …dostal rozleglego zawalu.wszystko w ciagu paru minut.minelo pare miesiecy…wciaz mi sie sni,wciaz widze jego usmiech,nie rozumie,nie rozumie…
sierpień 12th, 2008 at 18:28
Byłam w małżeństwie toksycznym,kochaliśmy się do bólu.Przez pó roku mieliśmy czas na zastanowienie. Ustaliliśmy nowe,życie,życie razem, plany cudowne, życie dało nam ponowną szansę. Nagle chwila niedomówień i wielki, wielki nieodżłowany ból i pytanie dlaczego……..Mąż popełnił samobójstwo, aja chcę iść za nim.
sierpień 25th, 2008 at 20:12
…25.12.2006 wzielismy slub…19.03.2008 przyszedł na swiat nasz ukochany synek…1 sierpnia 2008 o 17.06 wsiadł na motocykl…nie dojechał do domu…dzwoniłam na jego komorke, co pol godz,potem co 15min w koncu co min…juz nigdy jej nie odebrał i poczułam straszny chłód o 20.05…i wiedziałam ze to koniec…czekałam na informacje…o 23 przyjechała tesciowa z siostrami…nie musiały nic mowic…poczułam mrowienie całego ciała i pytałam BOGA dlaczego tak szybko…teraz juz wiem ze taki był plan WIELKIEGO…jest ciezko, ale musze zyc dalej bo mam 5-mcznego syna, który potrzebuje mnie teraz podwojnie…pozostało mnostwo pytan, niedomówien, niespełnionych marzen, planów…ale i ZYCIE nabiera nowgo znaczenia…jest zbyt krótkie by zatracic sie w cierpieniu…NASZE marzenia sa teraz moimi, NASZE plany sa teraz moimi…i nie zamierzam z tego rezygnowac…NASZ dom buduje SAMA -dla siebie, dla synka i ku pamieci mojego kochanego męża…zyje nadzieja na ponowne z nim spotkanie…pozdrawiam wszystkich
wrzesień 8th, 2008 at 22:08
Niech Moc bedzie z Wami
wrzesień 10th, 2008 at 01:04
dzis Taty urodziny ja po raz pierwszy nie wyslalam mu kartki z “dzikego kraju” jak mawial, nie wyslalam bo do nieba poczta lotnicza nie dochodzi…TESKINIE Tatulku cale 3 miesiace i 11 dni…
wrzesień 29th, 2008 at 14:47
ja byłem w 3-miesiecznym zwiazku z facetem, jednak ten okres czasu sprawil ze rozkochalam sie w nim. Nie bylo to nagle uczucie. Rozwijalo sie z czasem. Poznalam jego rodzine, sypialam z nim, to on pierwszy zlapal mnie za ręke, pokazywal, opowiadal….wczoraj pzyszedl do mnie i powiedzail ze od miesiaca traktuje mnie jak przyjaciela i ze uczucie w nim wygaslo. nie wiem nawet o co zapytac, nie bylo mowy o tym by cos naprawic, by dac sobie czas….nie wiem jak to wyjasnic.
wrzesień 29th, 2008 at 14:47
byłam*
październik 12th, 2008 at 22:01
ciekawy post, dodalem two blog do ulubionych, pozdrawiam
grudzień 23rd, 2008 at 22:15
zbliżają się święta czas przedświatecznej goaczki zakupów itd.Jednak nie o tym chciałem powiedziec,jest to czas spotykania się z rodziną przy wspolnym stole właśnie jutro jest wigilja anasza rodzina nie bedzie pełna zpowodu barku jednego z członlów a mianowicie mojej mamy która odeszła 6 marca 2008 roku chorowała na białaczke cierpiała bardzom.NIE MOGE sie z tym pogodzic że jej już nie ma że nie bedzie przy stole to tak boli bardzo że poprostu boje sie jutrzejszego dnia,lecz czasami myśle sobie że teraz czuje sie bardziej szczesliwa bo nie cierpi,tylko szkoda że my tutaj na ziemii pozostajemy z bólem i całym cierpieniem zwiazanym z odejsciem bliskiej osoby.
styczeń 15th, 2009 at 22:40
Hm…czytam Wasze wypowiedzi współczuje innym ludzią a sama nie radze sobie ze soba. Nawet teraz jak to pisze płacze…a to wszystko przez Niego…Dookola mam wielu przyjacioł kazdemu sie zwiezam i nic:( Moze jak tu napisze swoja historie to ktos mi pomoze.
Byłam z Moim chłopakiem 2 lata… milosc jak z jakiegos filmu zakochalismy sie w sobie odrazu, na poczatku bylam dla niego całym zyciem, pozniej tez tak bylo ale po roku czasu bycia ze soba on zaczol pic nie byl alkofolikiem ale od czasu do czasu wypil i wtedy cos w niego wstampialo i mnie zostawaial…potem pisal ze mnie kocha i ja do niego wracałam…ta sytuacja powtarzała sie jeszcze kilka razy. W srode znowu mnie zostawil… stwierdzil ze nic do mnie nie czuje tak nagle…ze sie wszystko wypalilo ze nie widzi ze mna przyszlosci a godzine przed tym zanim to powiedzial byl ok wyglupialismy sie smialismy rozmawialismy a potem tak nagle znowu mnie zostawil:(
Tak bym chcaial zapomniec…a ja ciagle mysle co on teraz robi czy moze ma kogos tak mnie boli to wszystko, najbardziej boje sie ze nigdy nikogo juz nie pokocham ze zawsze facet bedzie mi sie kojazyl tylko z nim. kazdego chlopaka poruwnuje do niego. NIE CHCE TAK ZYC!!POMOZCIE:(
luty 6th, 2009 at 11:21
cześć wszystkim bardzo wam współczuje to wszystko jest bardzo przykre o czym piszecie
ale chciałbym wam opowiedzieć moją historię która może i jest błacha miałem dziewczynę z którą byłem 2,5 roku rozeszliśmy się poznała gościa w pracy z którym była mimo tego że miał żonę i dziecko myślałem że to koniec dla mnie ale mówie przecież ja mam dla kogo żyć przed 7 miesiącami poznałem wspaniałą dziewczynę którą urzekła mnie swoją dobrocią była niesamowita no ale przede mną miała chłopaka który źle ją traktował podnosił na nią rękę ćpał zdradzał ostatnio wróciła o niego co dla mnie było koszmarem mimo tego że bardzo ją kochałem mógłbym ją nosić na rękach nie jestem w stanie z nią rozmawiać po prostu jej nienawidzę mimo że mam dopiero 21 lat ale momentami mam dość pozdrawiam wszystkich:)
luty 16th, 2009 at 22:24
przeżywałamto20lat temu,wmawiałamsobie że będziedobrze, nie było, ślub, póżniej dziecko, które wychowuje sama- nigdy nie chciał i nie płacił alimentów, rozwód i przegraneżycie. SKOŃCZ tą dziecinadę, zadbaj osiebie i wybierz człowieka godnego siebie, nie oszukuj się bo życie samotne jest bardzo ciężkie , czasem nie do wytrzymania.
marzec 30th, 2009 at 07:44
Przeczytałem wszystko i nie wiem co bym zrobił gdyby ktoś bliski mi zmarł. Jeszcze w takich okolicznościach jak opisano.
Moja historia jest błaha z punktu widzenia innych, jednakże boli mnie niesamowicie. Od dzisiaj jestem samotny. kobieta, którą kocham nad życie oznajmiła mi że nie chce się zmuszać do miłości. Mogłem zrobić dla niej wszystko i robiłem, troszczyłem się, wspierałem gdy tego potrzebowała, nigdy nie sprawiłem jej przykrości. Dałem z siebie maks i… zostałem sam. niestety kolejny raz. Musi być we mnie cos takiego, co odrzuca kobiety. Z przyjacielem analizowałem sytuacje i nadal nie wiem co to jest. Każdy, nawet szczęśliwy, jak ten z pozoru związek, kończy się tak samo. Ona odchodzi. 4 lata, po trzy miesiące, teraz 5 i zawsze finał jest taki sam. Tłumaczenie jakie słyszę: to ze mną jest coś nie tak, nie zasługuję na taką miłość. Po każdym czas samotności zdaje mi się wydłużać. Nie śpię którąś już noc i z tego co widze mam początki depresji. Płaczę jak głupi, czemu to tak bardzo boli…
kwiecień 9th, 2009 at 19:54
Zostawił mnie po dwóch latach związku pełnego przeciwności losu i poświęceń z obu stron. Związku szczęśliwego, byliśmy dla siebie stworzeni, mimo zwyczajnych nieporozumień i kłótni. Podobne zainteresowania, spojrzenie na świat, niekończące się rozmowy o wszystkim, wyjazdy, poważne wymagające plany na najbliższy czas i resztę życia. Wielka miłość, która nigdy miała się nie skończyć. I nie tylko z mojej strony. Był przy mnie zawsze, wspierał, słuchał, troszczył się, mówił, że chce być dla mnie na zawsze. Wspaniały człowiek, mający swoje wady, które akceptowałam. Dawaliśmy z siebie wszystko, wspieraliśmy się, byliśmy dla siebie, połączyliśmy nasze życia w jedno. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa i wątpię, że kiedykolwiek będę.
I nagle zostawił, tak, jakbym nigdy go nie znała, praktycznie bez podania przyczyny. Teraz, gdy nasze sprawy zaczynały nabierać tempa i kiedy oboje mamy wiele na głowie. Choć twierdzi, że kocha to nie chce być ze mną, nie potrafi wyjaśnić, czego zabrakło.
Upadłam z trzaskiem, połamało mi się serce, została miłość i wielka rana. Minęło 1,5 miesiąca. Wracam do mojego tylko świata, gdzie on już nie śpi obok mnie. Wrył się w moje życie, jest wszędzie… Ja nie żyję, obserwuję tylko toczące się obok życie i pragnę nie obudzić się na drugi dzień. Nie mam planu na najbliższą nawet przyszłość, zawalam bieżące sprawy… Wraz ze sobą zabrał mi cząstkę mnie i najlepszego przyjaciela, którym był. Teraz nie mam nikogo, bo przez ostatnie dwa lata angażowałam się tylko w związek. Najgorsza jest nadzieja, że wróci, której mieć nie powinnam. Jak zabić nadzieję i porzucić wszelkie sposoby bezużytecznej walki…? Jak żyć ze wspomnieniami o tym Jedynym nie wylewając codziennie setek łez? Tak bardzo mnie zranił i boli, że chcę krzyczeć. Kochałam nad życie i nie chcę nikogo innego…
kwiecień 11th, 2009 at 18:33
niestety trzeba zapmnieć, zająć się czyms znaleźć nowy cel życia, ja tak się staram. też bez przyczyny, też zrabiony.
kwiecień 20th, 2009 at 17:53
Szukam sensu… to rozstanie coś we mnie zmieniło, wypaliło. Staram się robić wiele rzeczy na tyle, na ile to możliwe. Ale to wszystko jest na siłę… Nie potrafię o nim zapomnieć, każde wspomnienie wywołuje ból i łzy. Zastanawia mnie, jak można tak łatwo przekreślić dwa lata życia, podczas których byliśmy tylko dla siebie. A on to zrobił przez co zabił moją wiarę w miłość. To okropne, ale żałuję, że tak mocno pokochałam. Coś, co kiedyś sprawiało, że latałam teraz jest jak gwóźdź do mojej trumny…
kwiecień 21st, 2009 at 22:19
myślę z nawet nie wiecie ile macie w sobie siły musicie tylko ja obudzić a uwierzcie słonce wzejdzie życie nie jest usłane różami ma tez swoje kolce ale wierze ze każdy z was ma sile do pokonania swoich bólów leków i pamiętajcie DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ
kwiecień 25th, 2009 at 16:22
Przeczytałam Wasze komentarze. Życzę Wszystkim Bożego błogosławieństwa i wiary w lepsze jutro. Bóg dla Każdego ma swój plan, choc nam czasem trudno tu na Ziemi go zrozumiec, zaakceptowac. Odchodzą starzy, odchodzą młodzi, dzieci. Tam nie ma bólu i rozgoryczenia:) Wasi Bliscy dołączyli by zasilic armię Aniołów. Pomyślcie, że śmierc to nie koniec. To początek. Życia Wiecznego. Tu na Ziemi jesteśmy tylko na chwilę, “przejazdem”. Wszyscy kiedyś umrzemy, aby narodzic się na nowo, w nowym ciele i lepszym świecie. Po to Jezus oddał swoje życie za nas. Abyśmy my mogli kiedyś dostąpic Zbawienia i Życia Wiecznego. Niech Bóg zapełni Wasze serca nadzieją, miłością i ukoi Wasz ból.
Pozdrawiam.
maj 7th, 2009 at 20:18
Choć jestem jeszcze młoda swoje w życiu przeszłam !
Straciłam dużo bliskich osób bez, których nie wyobrażam sobie swojego życia ! Nikt mnie nie rozumiał tak jak oni !
Mój świat się zawalił!!:(:(:(
Co mam teraz robić??
maj 17th, 2009 at 22:07
11.01.2008 roku w wieku 35 lat moja Kochana siostra postanowiła zejść z tego świata,poprostu się powisiła i mnie zostawiła, uczyniła tak samo jak niegdyś nasza mama 29 lat temu i w kwiecie wieku bo mama miała zaledwie 29 lat!ból i tęsknota za siostrą jest tak wielka że nie umiem już żyć…..!i choć w sercu łamie się życie musze żyć!!!
DLACZEGO MNIE ZOSTAWIŁAŚ MOJA NAJUKOCHAŃSZA SIOSTRZYCZKO!!!
maj 29th, 2009 at 12:52
Ann, wiem co czujesz, dokladnie to samo spotkalo mnie w ostatni poniedzialek… nie wiem jak przetrwam tą “żałobę”… jak sie podniose…
sierpień 1st, 2009 at 12:19
Dokładnie tydzień temu odszedł mój najukochańszy i najlepszy Przyjaciel, człowiek, którego kochałam i wiązałam z nim nadzieję.Nasze wspólne plany, rozmowy bez końca ucichły. Jeszcze mieliśmy razem tyle do zrobienia, ostatnia nasza rozmowa telefoniczna to planowanie następnych rzeczy i to że miał nadzieję że zwycięży chorobę i będzie dobrze. Choroba zwyciężyła Jego i zostałam bez mojego najukochańszego Przyjaciela. Ogarnęła mnie totalna pustka,cisza i łzy lecą bez końca.
Patrzę na wspólne zdjęcia z tych szczęśliwych chwil. Ten Jego uśmiech i ciepłe spojrzenie.
Tak mi brakuje Jego. Wierzę w to, że teraz już nie cierpi i tam gdzie poszedł jest szczęśliwy i pomaga Aniołom w ich pracy.
Wszyscy Jego znajomi i przyjaciele wierzą w to że czuwa nad nami i będzie nam nadal pomagał oraz wspierał.
Mnie na ten moment brakuje sił aby każdy dzień bez Niego przeżyć i działać.
Pokój Jego Duszy…………………
sierpień 18th, 2009 at 20:33
Przeczytałam wszystko bardzo fajne to strasznie mi pomogło ..:)Dziękuje
październik 29th, 2009 at 08:36
bardzo mi to pomogło
listopad 12th, 2009 at 14:34
Jestem w Holandii jutro koncze 28lat. Przeczytalam wszystko co piszecie, ale nic mi nie pomoze. W nocy z 7 na 8 listopada moj maz popelnil samobojstwo. Rodzina meza do tego stopnia mnie obwinia za jego smierc, ze nawet nie moglam jechac na jego pogrzeb, ktory odbyl sie dzis rano, w obawie o wlasne zycie. Mam z nim dwoje dzieci, wiem ze musze dalej zyc ale to tak bardzo BOLI, nikt nawet nie stara sie mnie zrozumiec tylko mnie obwiniaja.
styczeń 1st, 2010 at 13:20
Drwiąco się uśmiechałem czytając takie fora gdy w moim życiu było tak jak chciałem.
Teraz moja miłość dziewczyna która była kolumna mojego życia odeszła wszystko runęło nic nie ma sensu zawalam prace karierę i Zycie. Nigdy nie myśałem ze mnie to spotka..
A dziś rano jedyną chwilą w której przestało mnie tak mocno boleć to gdy zobaczyłem że nie jestem sam i zacząłem zapisywać myśli na kartce papieru na jak długo podziała nie wiem …
Co z nimi zrobię nie wiem..
styczeń 5th, 2010 at 18:08
mam 26 lat, 2 miesiące temu mój ukochany misio nie poszedł do pracy, pojechał daleko… nikomu nic nie mówiąc, nie szukał pomocy, a może szukał… nie chciał być ciężarem, chociaż nigdy nim nie był, był za wrażliwy na ten świat, tylko takie wytłumaczenie znajduję.
Piszę żeby pomóc sobie. chociaż nie powinnam, bo jemu nie pomogłam, nie zadzwoniłam w tym dniu do niego, niczego nie przeczuwałam, czekałam na słowa współczucia, bo przecież wczoraj pochowałam ojca…
nigdy sobie tego nie wybaczę
że ani z ojcem ani z tobą misiu mój nie porozmawiałam, nie powiedziałam że kocham, ale to chyba czułeś w moich uściskach, przytulaniach, pocałunkach…
8 lat szczęśliwych chwil i ani dnia więcej.
teraz poranek jest straszny, bo codziennie budzi mnie świadomość że ciebie nie ma, a wszystko co do tej pory zdobywałam nie ma znaczenia, rzeczy nie mają znaczenia, nie mam już celu, trzeba dalej żyć, ale po co???, dla kogo???… dla mamy, dla twojej mamy, twojej siostry, tak… ale nie mam sił czasami.
I znowu szczęście to tylko marzenia w mojej głowie, moje serce jak kamień wduszone gdzieś głęboko, ciężkie, duszące, z taką zadrą już na całe życie. KOCHAM CIĘ I PRZEPRASZAM, ŻE NIE WIDZIAŁAM JAK CIERPISZ.
styczeń 23rd, 2010 at 16:52
mam 18 lat znalam Arka od podstawowki w gimnazjum zakochalismy sie w sobie i bylismy ze soba przez 2.5 roku a potem mnie zostawil, teraz chozimy do jednej klasy mielismy zostac przyjaciolmi, ale pojawila sie dziewczyna ktora uznal za swoja przyhaciolke no i mnie odsunal na bok, teraz nawet nie moge powiedziec ze jestem zanjoma
najpierw stracilam chlopaka a niedawno przyjaciela. jest mi ciezko bo codziennie musze go widywac i wiem ze jest bardzo szczesliwy beze mnie a ja go strasznie kocham i wiem ze nie przestane 
luty 10th, 2010 at 15:36
Rozumiem Ciebie Ewo.
Ja tez tak stracilam mojego Ukochanego…
Mam to szczescie ze Jego rodzina mnie nie obwinia, nie czuja do mnie nienawisci, pomagamy sobie nawzajem i łączymy sie we wspolnej modlitwie. Czas w ktorym dotknal mnie ten bol tez podobny.
Kochana, nie mozesz siebie obwiniac, mimo wszystko nie zyczylas mu zle. Mowie tak, choc sama obwiniam siebie, ale jestesmy tutaj wszyscy razme, Ci w rozpaczy po utracie bliskich albo najblizszych nam osob. Polecam Ci forum:
http://forum.gazeta.pl/forum/f.....cenie.html
Mozemy sie wspierac.
Przytulam Cie mocno.
Musisz zyc dla swoich dzieci, czasteczek siebie, które Mąż pozostawił Ci po sobie.
Musisz miec sile dla nich i w nich odnalezc swoj sens zycia.
Bol nie zniknie, ale nauczysz sie z nim zyc.
A Twoj Mąż juz zawsze bedzie życ w Twoim sercu.
Musisz tez zyc dlatego - żeby pamie o Nim nie znikla, żeby wszyscy wiedzieli jakim byl dobrym czlowiekiem, znalas go najlepiej wiec Ty jedna możesz powiedziec najwiecej o Jego sercu:-)
Ucz dzieci Taty, niech wiedza ze byl dobrym czlowiekiem.
Bog pomoże Ci życ. Pozwol Mu sobie pomoc.
A Twoj Mąż napweno patrzy na Was z Gory i opiekuje sie wami.
Troche haotycznie to napisalam, ale jestem z Toba. Nie jestes sama:-)
Sciskam Ciebie bardzo mocno i Twoje Pociechy.
Z Bogiem
luty 28th, 2010 at 00:55
mam na imię Łukasz, mam 20 lat, właśnie straciłem partnera, był w moim wieku, chorował na raka ;(
kwiecień 5th, 2010 at 21:20
właśnie starciłam przyjaciólkę… mam 14 lat jest mi z tym cholernie ciezko… pisze tu bo mam nadzije ze mi to pomorze…. nie mam siely by zyc… wszyscy mowia ze sie ulozy ale ja juz w to nie wierze… nie wierze bo ona ma nowa przyjaciółkę…. a to wszytsko przez jakieś upicie sie i doprowadzenie sie do stanu takiego że wylądowała w szpitalu… a ja ze strachu okłamałam jej rodziców, lekarzy i pow ze byla sama… ze nie wiem co piła… nie wiem co mam robic….
kwiecień 22nd, 2010 at 08:13
CZESC WSZYSTKIM
CZYTALAM WASZE PROBLEMY I ZASTANAWIAM SIE CZY KAZDY Z WAS UWAZA ZE JEGO JEST STRASZNIEJSZY OD DRUGIEGO
MIALAM 17 LAT GDY GO POZNALAM MILY SYMPATYCZNY TO BYL CZLOWIEK KTORY MIAL COS W SOBIE
SPOTYKALISMY SIE ROK PO ROKU ZACZELISMY BYC RAZEM BYLO WSPANIALE MILOSC ZAUFANIE WSPANIALE CHWILE W MOIM ZYCIU PO DWOCH LATA ZASZLAM W CIAZE URODZILAM SLICZNEGO CHLOPCZYKA MALA ISTOTKA JESZCZE BARDZIEJ NAS ZE SOBA ZBLIZYLA BYLISMY NAPRAWDE SZCZESLIWI MYSLALAM ZE NASZE SZCZESCIE JEST TRWALE DO KONCA ZYCIA BYL JEDEN PROBLEM NIE MIESZKALISMY ZE SOBA ZAWSZE KIEDY ROZMAWIALISMY NA TEN TEMAT SZYBKO GO URYWAL NIEWIEM DLACZEGO PO POL ROKU OKAZALO SIE ZE MA ZONE I CZWORKE DZIECI BOZE PRZEZ TYLE LAT MNIE OSZUKIWAL MOJ SWIAT SIE ROZPADL TAK MOCNO GO KOCHALAM UFALAM NASZ SYNEK NIEWIEM CO MIALAM ZROBIC TWIERDZIL ZE SWOJA ZONE NIE KOCHA ZE ZYJA W TYM SAMYM DOMU ALE W SEPARACJI POWIEDZIAL ZE SIE Z NIA ROZSTANIE ZE ZAMIESZKAMY RAZEM NIEWIEM CZY WIERZYLAM CZY POPROSTU WIEDZIELAM ZE COS WE MNIE PEKLO COS WAZNEGO STRACILAM W ZYCIU.
NIE SPELNA PO MIESIACU WPROWADZIL SIE DO MNIE PROBOWALISMY OD NOWA NIE BYLO TAK SAMO ALE SIE STARALISMY
KIEDY MYSLALAM ZE WSZYSTKO SIE ULOZYLO ZJAWIL SIE NASTEPNY PROBLEM JEGO MATKA KTORA MNIE NIENAWIDZILA CHOCIAZ NIGDY W ZYCIU MNIE NIE WIDZIALA
KIEDY WYCHODZIL Z DOMU DZWONIL DO NIEJ TWIERDZILA ZE JAK NIE WROCI DO DOMU ZATRUJE SIE TABLETKAMI
PO POL ROKU POSZLAM Z SYNEM DO PARKU OTRZYMALAM SMS ODCHODZE PRZEPRASZAM
ZDRETWIALAM NIE MOGLAM ZROZUMIEC
KIEDY WROCILAM DO DOMU ON TAM BYL POWIEDZIAL TYLKO PRZEPRASZAM I ZE ZOSTAWIA MNIE I NASZEGO SYNA DLA MAMUSI BO ONA SIE ZATRUJE TABLETKAMI SPAKOWANY WYSZEDL ZAMKNA DRZWI I TYLE GO WIDZIALAM
JESTEM ZALAMANA SWIAT MI SIE ZAWALIL KOCHAM GO NAD ZYCIE BYL DLA MNIE KIMS WIECEJ NIZ TYLKO MOJA MILOSCIA BYL MOIM SZCZESCIEM SWIATEM
CZUJE PUSTKE ZAL A PRZEDEWSZYSTKIM ROZCZAROWANIE ZE BYLISMY ZE SOBA 5 LAT I TAK SIE TO SKONCZYLO
STARAM SIE BYC TWARDA BO TAKA MAM NATURE NIE ZALAMYJE SIE ALE NAPRAWDE WIESCIE MI CZY NIE UMIERAM Z TESKNOTY I NIEWIEM CO MAM ZE SOBA ROBIC JEDYNA OSOBA KTORA MNIE TRZYMA ZEBYM SIE NIE ZALAMALA TO MOJ 2 LETNI SYNEK
I TA SIE KONCZY MOJA MILOSC ZYCIA
MAM TYLKO NADZIEJE ZE W PRZYSZLOSCI BEDE MOGLA KOGOS TAK MOCNO POKOCHAC JAK JEGO.
DZIEKI ZA PRZECZYTANIE MOJEGO PROBLEMU
kwiecień 23rd, 2010 at 17:15
stracilam polot na ciebie
takimi slowami pozegnala sie ze mna moja najukochansza przyjaciolka
bez winy, powodu, tak poprostu, odeszla i zostawila ogromna pustke w moim sercu
cialge probuje sobie odpowiedziec na pytanie dlaczego????? jak mozna stracic polpt na przyjaciela, zaznaczam ze kwestia rozchodzi sie o mnie 25 lat i nia 30 lat, to nie mlodziencze kolezenstwo, ale teraz juz nie wierze ze to tez przyjazn,,,
boli, bol i lzy, bo bez powodu, najgorsze odrzucenie i ponizenie, zdrady meza tak nie bolaly jak boli mnie teraz, ta strata, dla mnie ona umarla…. na zawsze
maj 2nd, 2010 at 10:26
hej… przeczytalam ta strone i sie wzruszylam ale ciekawi mnie tylko jedno dlaczego ja sobie wmawiam ze to przeze mnie moj przyjaciel umarl? po tym jak sie powiesil mie moge ani jesc ani spac… czy ja go kocham ? i dlatego za nim tak tesknie? wiele mnie z nim laczylo… obiecal mi ze nigdy mnie nie zostawi a tu odszedł zostalam z tym wszystkim sama … nie umiem sobie z tym poradzic placze caly czas … jego rodzina mnie znienawidziła … napisal w liscie ze jak nie moze byc ze mna to nie ma po co zyc… i zrobil to ale dlaczego??:(:(:(:(
maj 8th, 2010 at 23:52
pisze tu .. bo mam bardzo duzy problem
nie moge sobie wybaczyc . ze moja mama juz dla mnie nie istnieje i ze ona ma mnie w dupie..
moi rodzice sie rozwodza bo moja mama znalazla sobie nowego partnera.
ktory ma zalewdwie 26 lat !
a sama ma 40.
to praktycznie dla niej jak syn : (
mowi ze kocha go .
nie moge juz tak dalej zyc ..
nie chce miec nowego taty..
zreszta. moj tata ciagle placze, nie chce sie rozstawac z moja mama .
powiedzial ze jak ona go go zostaawi to ze sie zabije.
bo powiedzial ze straci osobe ktora bardzo kocha .
ja bardzo kocham mojego tate. i chyba umaralabym bez niego.
a mama ? mama jest dla mnie zwykla szmata . i nigdy jej tego nie wybacze.
i nawet nie wie jak cierpie .
nie ma jej dniami w domu.
kiedys bylo inaczej. obiady . wspolne wakacje za granica. wspolne rozmowy . wypady do kina ..
nie wiem co sie z nia stalo.
moi rodzice duzo zaarbiaja moze piniadze wbily jej do glowy..
nie wiem co sie z nia dzieje . nie poznaje jej od 3 miesiecy .
codziennie placze. nie moge sobie tego wybaczyc .
ze wybrala sobie tego gowniarza zamiast swojej wlasnej rodziny .
nawet moja babcia i dziadek (od strony taty) nie chca jej znac !
i nawet ja :(( .. mam juz jej dosyc . cierpie placze bo ja bardzo kocham
ale kocham mojego tate. bez niego moje zycie nie mialoby sensu.
wiec. gdybym miala wybierac. to wybralam bym tate.
i chcialabym z nim mieszkac.
niektore osoby mowia . ze wybieram tate. bo on jest bogaty.
ale to nie prawda. ja poprostu sie o niego boje ..
ze on cos sobie zrobi .. a jest do tego zdolny ..
bo nawet mial ostatnio wypadek : (
bo zaslabl . poniewaz ciagle myslal o mamie .
malo co nie uderzyl go samochod. tzn uderzyl ale nic duzego sie nie stalo. bo w ostatnich sekudnach cos go ocknelo . i wyhamowal ..
bardzo sie o niego martwie ;(
nigdy nie mialam takiej sytuacji .. to bylo przeszczesliwa rodzina
..
mam zaledwie 15 lat. nie wiem co robic .
a nie chce gadac o tym z mama lub tata . tate bardziej dobije .
a mama mnie nie slucha ..
pomozcie mi jak najszybciej :((( !
maj 28th, 2010 at 21:41
Witam serdecznie,
Kochani…tak wielu ludzi w każdej chwili traci kogoś bliskiego…Jedni odchodzą szybko..za szybko. Inni walczą po to by często przegrać walkę z samym sobą. Chciałabym napisać jedną rzecz…odbieram ten cały proces…który również zabrał mi mojego tatę (56lat), jako cos nadrzędnego a naszym zadaniem jest to zaakceptować…bo pogodzić sie nie pogodzimy nigdy. Taka nasza natura. Każde z nas ma dla kogo żyć a jeśli myśli że jest inaczej niech porozmawia ze swoją mamą tatą lub kimś bliskim i zapyta jaka była ich reakcja gdy spodziewali się Naszych narodzin… Może jednak nie wszystko stracone. Żyjemy i na pewno jest w tym jakiś Boży plan.
Ściskam serdecznie i życzę zdrówka:)
czerwiec 3rd, 2010 at 20:55
Witam wszystkich. Piszę ten post, bo może ktoś poczuje się lepiej po jego przeczytaniu. Przynajmniej taką mam nadzieję. Mam 20 lat, mój Tata zginął 4 miesiące temu. Miał 49 lat. To był wypadek samochodowy, czołówka z ciężarówką i śmierć na miejscu. Taki zwyczajny dzień, środa. Wróciłam ze studiów, jeden dzień przed pierwszą w życiu sesją, i wtedy przyszli do nas policjanci z drogówki. To było dla mnie nie wyobażalnie ciężkie przeżycie. Do dziś zadaje sobie pytanie jak udało mi się przeżyć pierwszy tydzień po tragedii. Może było by mi łatwiej to wszystko znieść, gdyby nie fakt, że jestem ciężko chora. Mam zanik mięśni w zaawansowanym stanie, praktycznie nie potrafię sama podnieść ręki. Choruję całe swoje życie, a mój Tato był dla mnie niezwykłym oparciem. Codziennie jeździliśmy na rowerze (mam specjalnie przystosowany rower), pływaliśmy raz w tygodniu na basenie. Bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy, Tato pokazał mi też cały świat, gdyż byliśmy na wielu wycieczkach, m.in. w Rzymie, Paryżu. Tato zawsze we mnie wierzył, podnosił na duchu, próbował walczyć z moją chorobą. Nigdy z moim Tatą nie czułam jak bardzo jestem chora (byłam nawet na obozie Globe Games w Puszczy Kampinoskiej). Nie było dla mnie barier. Teraz… Staram się jakoś trzymać. I Wam ludzie też to radzę. Zdałam sesję za pierwszym razem. Jakoś Pan Bóg mi pomógł. Nigdy nie można mieć pretensji do Boga ani pytać dlaczego nam się coś złego zdarza, a nie innym, bo niby w czym my jesteśmy lepsi od innych? Bóg nas bardzo kocha i w ciężkich chwilach daje nam siłę, naprawdę wiem coś o tym. Gdyby nie miłość Boga i siła, którą mi daje, nie wiem jak udało by mi się przetrwać. Teraz podtrzymujemy się z Mamą na duchu i staramy się uśmiechać i kiedyś mamy nadzieję być szczęśliwe
Pozdrawiam wszystkich i życzę Wam dużo miłości od innych ludzi oraz siły od Pana Boga
P.S. Chciałam tylko na koniec podziękować mojej ukochanej Mamie, która zawsze jest ze mną, i której siła wewnętrzna jest dla mnie wręcz nie wyobrażalna 